Wiadomości giełdowe, a inwestowanie na GPW. Uważaj, ile czytasz

Chcesz być skutecznym inwestorem, więc musisz czytać tyle, ile tylko zdołasz? Jakoś nie przemawia do mnie ta teoria. Inwestowanie na giełdzie rządzi się swoimi prawami i czytając wszystkie wiadomości giełdowe wcale nie zwiększasz swoich szans na sukces na GPW. Paradoksalnie, efekt może być wręcz odwrotny.

Kiedyś usłyszałem, że aby odnieść sukces na giełdzie, trzeba czytać wszystko na temat spółek, których akcje posiadasz lub chcesz mieć w swoim portfelu inwestycyjnym. Do tego oczywiście nieustanne pogłębianie wiedzy oraz analiza trendów ogólnorynkowych.  Abstrahując od tego, czy to w ogóle jest możliwe, niezupełnie zgadzam się z tą teorią. Warto wiedzieć, co w trawie piszczy, ale czy trzeba codziennie sprawdzać wszystkie najnowsze informacje, opinie i komentarze? Bez przesady.

Posiadając akcje spółki XYZ w portfelu warto oczywiście przejrzeć jej wcześniejsze wyniki finansowe, wynotować sobie, kiedy będzie prezentowała najnowszy raport okresowy, znać mniej więcej jej pozycję na rynku, wiedzieć, czego spodziewa się zarząd (o ile spółka publikuje takie prognozy), orientować się w polityce firmy w temacie dywidendy, rozwoju (wzrost organiczny, czy przejęcia), czy poczytać o prognozach dotyczących rynku, na którym spółka funkcjonuje.

Wiadomości giełdowe – im więcej, tym trudniejsze decyzje

Wiadomości giełdowe to jednak nie tylko oficjalne komunikaty „dystrybuowane” poprzez tradycyjny kanał do komunikacji z inwestorami. To także wywiady z zarządem oraz ich „wycinki”, analizy i raporty ekspertów, rekomendacje maklerów i wszelkiej maści opinie w portalach finansowych, na blogach, czy forach internetowych. Czy ktokolwiek jest w stanie ogarnąć to wszystko? Raczej nie. Zresztą, bardzo dobrze, bo więcej byłoby z takiego działania szkód niż korzyści.

Załóżmy, że kupiłeś akcje, ponieważ inwestujesz na podstawie analizy technicznej, a z Twoich „kresek” na wykresie wynika, że jeśli kurs przebije poziom 10 złotych za akcję, można spodziewać się nawet 30-procentowego ruchu w górę. Tymczasem kurs lekko, aczkolwiek systematycznie zniżkuje, a Ty nagle widzisz na stronie internetowej znanego eksperta analizę dla tej samej spółki. Wynika z niej, że 10 złotych to kluczowy opór, a następny „cel” to nie 13, a 7 złotych. Założę się, że część inwestorów pozbędzie się akcji.

Abstrahując zupełnie od tego, kto ma rację, spora grupa inwestorów sprzeda posiadane papiery ponieważ założy, że rynkowy ekspert wie więcej na temat spółki i/lub w lepszy sposób potrafi przetworzyć dostępne informacje. Nawet, jeśli tak faktycznie jest, to nie od dziś wiadomo, że rynkami rządzą emocje, a wyceny nie zawsze są racjonalne. Zresztą, eksperci też nie zawsze mają rację. Wystarczy spojrzeć na wyniki zarządzających funduszami inwestycyjnymi.

Zupełnie inna sprawa to fakt, czy ktoś handlujący akcjami na podstawie tego, co zobaczy na wykresach spółek (analizy technicznej) powinien zaprzątać sobie głowę innymi analizami, raportami, czy opiniami. Ogólną sytuację warto znać. Warto też przeglądać to, co na bieżąco raportuje spółka, ale przetworzone przez innych informacje raczej nie są mu potrzebne.

Które wiadomości giełdowe są najważniejsze?

Druga hipotetyczna sytuacja dotyczy inwestora opierającego się na fundamentach. Zna sytuację finansową spółki, jej silne i słabe strony, prognozy dla całego rynku, itp. Mówiąc krótko, odrobił zadanie. Kupił akcje spółki, ponieważ jego zdaniem jej perspektywy są  bardzo korzystne. A tu nagle bum… jedno z biur maklerskich wydaje rekomendacje „sprzedaj”, z ceną docelową kilkanaście, czy kilkadziesiąt procent poniżej rynkowej. Dalsza część tej historii może wyglądać bardzo podobnie do poprzedniej.

Ale co jeśli sami eksperci mają zupełnie odmienne zdanie? Mój pierwszy wpis na tym blogu powstał po tym, jak na rynek napłynęły dwie zupełnie różne rekomendacje dla spółki CD Projekt. Co ciekawe, jedna mówiła o ponad 60-procentowym potencjale wzrostowym. Według autorów drugiej, akcje CD Projekt były wówczas lekko przewartościowane. Cóż, każdy ma swoje zdanie, ale co ma zrobić inwestor, którego pomysł na inwestowanie opiera się właśnie na rekomendacjach ekspertów?

Zupełnie nie czepiam się rekomendacji. Ich autorzy robią często fantastyczną robotę „skanując spółki wzdłuż i wszerz”. Trafność prognoz raz lepsza, raz gorsza, ale takie właśnie są rynki. Do tego dochodzą także serwisy finansowe, blogi, czy… fora, gdzie każdy może napisać, co myśli, bądź „redystrybuować” zasłyszane gdzieś hasła. Niestety, im więcej wiadomości, informacji, czy sygnałów dotyczących konkretnej spółki, tym trudniej ocenić ich rangę i potencjalny wpływ na notowania.

Podejmuj własne decyzje, ale umiej przyznać się do błędu…

Jak sobie z tym wszystkim poradzić? Cóż… nie będę ściemniał, że jest to łatwe, bo zdecydowanie nie jest. Nadmiaru informacji nie unikniemy, ale możemy chociaż odrobinę zneutralizować jego negatywny wpływ na nasze decyzje inwestycyjne. Jest pewien przepis – decyzje podejmuj wyłącznie samodzielnie (choć oczywiście możesz korzystać z wiedzy i doświadczenia innych), pamiętaj (najlepiej zapisz sobie) dlaczego Twój wybór padł na akcje konkretnej spółki oraz już na starcie ustal, kiedy uznasz, że Twój scenariusz się nie zrealizował i „utniesz straty”.

Jeśli decyzję podejmiesz samodzielnie, nie będziesz szukać winnych swoich niepowodzeń. Te z czasem na pewno się pojawią. Jeśli będziesz pamiętać, dlaczego wybrałeś/wybrałaś akcje danej spółki, będziesz również w stanie oddzielić ważne – z Twojego punktu widzenia – informacje od zwykłego szumu. Będziesz również mógł/mogła ocenić, czy Twój koncept, bądź strategia inwestycyjna jest skuteczna, czy też nie. Jeśli natomiast wcześniej ustalisz, kiedy przyznasz, że Twoja prognoza była nietrafiona i pozbędziesz się akcji, to ułatwisz sobie „cięcie strat” i tym samym zmniejszysz ryzyko utraty znacznej części zainwestowanych pieniędzy.

„Od przybytku głowa nie boli” – brzmi popularne powiedzonko 🙂 W tym przypadku może jednak zaboleć nie tylko głowa. Nadmiar wiadomości giełdowych mocno utrudnia bowiem podejmowanie decyzji i wyciąganie wniosków. To z kolei może odbić się na wynikach inwestycyjnych i wartości portfela. Warto czytać, z tym stwierdzeniem zdecydowanie „kłócił się” nie będę. Warto czytać, ale… z głową 🙂

Wszystkie zamieszczone na tej stronie teksty stanowią wyraz moich osobistych opinii oraz poglądów i nie powinny być traktowane jako rekomendacje kupna lub sprzedaży papierów wartościowych. Wszelkiego rodzaju szacunki bazują na ogólnodostępnych informacjach i powinny być traktowane wyłącznie poglądowo.

Jedna myśl nt. „Wiadomości giełdowe, a inwestowanie na GPW. Uważaj, ile czytasz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

CommentLuv badge