Spółka popularna wśród internautów, ale czy inwestorów?

Po opublikowaniu rankingu popularności spółek giełdowych do głowy przyszła mi jeszcze jedna myśl – czy wysoka pozycja w zestawieniu musi oznaczać, że spółka jest faktycznie w danym momencie popularna wśród inwestorów? Zapewne tak, ale wcale nie musi – odpowiedź nie jest niestety jednoznaczna. Jest jednak na to sposób.

Rankingi popularności są budowane poprzez sortowanie profili poszczególnych spółek pod względem liczby ich wyświetleń, a zatem:

  • Im większa jest spółka, tym (przynajmniej z założenia) ma więcej akcjonariuszy i potencjalnych inwestorów szukających informacji na jej temat. Stąd też przewaga dużych przedsiębiorstw w czołówce rankingów. Ten aspekt da się jednak obejść przyglądając się także danym historycznym. Na przykład sprawdzając, jaka była pozycja spółki przed miesiącem, jak zmieniała się jej popularność w ostatnich dniach, oraz czy za jej plecami znajdują się znacznie większe firmy.
  • Im bardziej medialna spółka, tym więcej wpisów na jej temat, więc często i wyświetleń jej profilu. Taka popularność może być więc pochodną działań internautów, którzy niekoniecznie są inwestorami giełdowymi. Sporą część wyświetleń mogą też nabijać inwestorzy już posiadający akcje spółki. Nie muszą to być, ani obecni kupujący, ani sprzedający.

Mimo wszystko warto śledzić te zestawienia. Nawet jeśli konkretna spółka pojawia się w nich wysoko z powodu ruchu w internecie generowanego przez nie-inwestorów, to być może coś jest na rzeczy. Często nawet na pozór nieistotne informacje, niekoniecznie podawane w branżowych mediach, mogą mieć wpływ na przyszłe wyniki spółki, a co za tym idzie także na kurs jej akcji.

Drugi powód jest bardziej wymowny – po prostu warto na te spółki uważać. Jest bowiem duża szansa, że będą one podatne na gwałtowne zmiany cen akcji (często w obie strony). Oczywiście popularność części z nich jest już wynikiem wcześniejszych ponadprzeciętnych wahań kursu, ale nic tak nie przyciąga krótkoterminowych graczy, jak spora zmienność notowań (poparta odpowiednimi obrotami).

Najlepszym dowodem jest wtorkowa sesja (16. czerwca), gdzie w czołówce spółek wzrostowych były CI Games (+7,4 procent), LW Bogdanka (+3 procent), CD Projekt (+2,9 procent), a gronie najsilniej tracących znalazły się Interbud (-6,9 procent), czy Hawe (-5,3 procent). Wszystkie wymienione firmy dzień wcześniej znajdowały się wysoko w rankingach popularności.

Obroty spółek z GPW lepszym wyznacznikiem popularności?

Dobrym zamiennikiem, a jeszcze lepszym uzupełnieniem, oglądalności w tym kontekście są obroty. Nie chodzi jednak o, najczęściej prezentowane w serwisach giełdowych, łączne dzienne obroty danym papierem. Tu jeszcze bardziej uwydatnia się problem związany z wielkością spółki i jej przynależnością do głównych indeksów warszawskiej giełdy. Zazwyczaj bowiem 80-90 procent spółek w czołówce to przedstawiciele najbardziej prestiżowego WIG20.

Aby wykryć najchętniej grane akcje najprościej odnieść się do średniej. Przykładowo, jeśli średnie dzienne obroty (z ostatniego roku) na akcjach CI Games to około 500 tysięcy złotych, a dzisiejsza wartość handlu – na dwie godziny przed końcem sesji – przekroczyła 3 miliony złotych oznacza to, że spółka bez wątpienia jest popularna wśród inwestorów. Wzrost obrotów w stosunku do średniej sięga bowiem około 500 procent.

Nie znalazłem niestety darmowego narzędzia, które wypluwa całą listę spółek z GPW posegregowanych właśnie pod tym kątem. Ostatnia tabela w zakładce statystyka sesji w serwisie Money.pl daje jednak pewną jego namiastkę. Zawiera listę 8 spółek, których obroty w danym dniu (dane opóźnione o 15 minut) najmocniej wzrosły w stosunku do swojej 52-tygodniowej średniej. Jeśli jeszcze można byłoby w tabeli pokazać wszystkie spółki, bądź zmieniać samą średnią (na przykład na 3- i 5-dniową, 4-tygodniową i 3-miesięczną) byłoby idealnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

CommentLuv badge