Prognozy giełdowe. Nie ufajcie „giełdowym jasnowidzom”

Prognozy giełdowe najlepszą skuteczność mają wtedy, kiedy dotyczą przeszłości. To oczywiście żart/suchar, ale ostatnio widuję coraz więcej wpisów i artykułów, których autorzy chwalą się świetną „trafialnością” swoich prognoz. Niestety nieco gorzej bywa z ich pamięcią, która strasznie wybiórczo przypomina nie tak bardzo odległe czasy 🙂

Wsteczne prognozy giełdowe

„Wsteczne prognozy giełdowe” doskonale zna każdy uczestnik jakiegokolwiek kursu o inwestowaniu lub giełdzie. Prowadzący najpierw pokazuje wykres z pięknie wyrysowaną pro-wzrostową formacją młota (lub jakąkolwiek podobną), a na następnym slajdzie „odsłania” to, co działo się przez kolejny rok. Następnie są ohy, ahy, ehy i tym podobne, bo przecież kurs poszedł w górę o 50, a może nawet więcej niż 100 procent.

Wszystko to wygląda niesamowicie, ale jest tylko jeden problem – prowadzący ten kurs, żeby się do niego przygotować, odwrócił kolejność. Najpierw poszukał instrumentów z ponadprzeciętnymi wzrostami w okresie na przykład 12 miesięcy wstecz, a następnie szukał na nich znajomych formacji, które mogły „zwiastować” takie zachowanie jego kursu w „przyszłości”. Czy na tym zarobił? Zapewne nie. Zarobi natomiast na szkoleniu dla inwestorów 🙂

Wybiórcze prognozy giełdowe

Czytując artykuły branżowe, blogi, czy fora internetowe z początkiem 2017 roku zauważyłem jeszcze jedną ciekawą tendencję. „Przewidziałem to”, „prognozowałem to”, „trafiłem”, „ponad 70-proc. skuteczność”, czy „na moich typach można było zarobić xx procent” – takie tytuły wpisów, czy artykułów krzyczą do internautów szukających informacji, jak inwestować na GPW lub jak zacząć grać na giełdzie.

Tym razem nie jest to już prognozowanie wsteczne, bo przecież forumowicz, bloger, czy analityk wcześniej taką prognozę gdzieś opublikował. Co jednak bardzo ciekawe, obecnie „przyznaje się” jedynie to tych trafionych typów. Wszyscy pamiętają CD Projekt, JSW, KGHM, ropę naftową, a niewielu Integer.pl, czy InPost. Cóż… wychodzi na to, że „wybiórczość” to kolejna cecha skutecznych „prognostów” chwalących się swoimi osiągnięciami.

Wirtualne prognozy giełdowe

Pamiętam do dzisiaj, kiedy jeszcze w trakcie studiów brałem udział w konkursie foreksowym organizowanym przez pewną znaną na rynku firmę. Po kilku tygodniach bardzo przyjemnego, wirtualnego handlu z 10 tysięcy „zrobiła się” kwota przekraczająca 251 tysięcy złotych. Oczywiście ćwierć miliona również było wirtualne 🙂 Ponad 2400 procent w zaledwie kilka tygodni – to brzmi dumnie.

Niestety, wtedy też skończyła się zabawa, bo przecież główną nagrodą było już nie wirtualne, a całkiem realne Porsche 🙂 Emocje wzięły górę, wartość rachunku pojechała w dół, a samochód odjechał w siną dal – tak w dużym skrócie wyglądała dla mnie końcówka konkursu. Dlaczego o tym piszę? Bo na papierze, w excelu, czy na stronie internetowej wszystko jest prostsze. Nie ma korekt, szumu informacyjnego, czy ryzyka utraty własnych pieniędzy.

Dlatego też, kiedy ktoś pisze, że na jego typach można było zarobić 50, czy 60 procent, koniecznie sprawdźcie, czy on sam zarobił na nich chociaż połowę tych wartości. Nie na wykresach rysowanych po fakcie, nie na kartce papieru, czy na koncie demo, a na rzeczywistym rachunku. Nie bez przyczyny zarządzający funduszami inwestujący w nie swoje prywatne środki są bardziej wiarygodni dla potencjalnych inwestorów.

Podsumowując…

Muszę się Wam przyznać, że długo myślałem, czy pochwalić się swoimi wynikami inwestycyjnymi osiągniętymi w 2016 roku i doszedłem do wniosku, że nie ma to sensu.

Nie publikuję swojego aktualnego portfela, nie chwalę się wszystkimi swoimi transakcjami, nie zakładam też funduszu :), więc takie działanie nie miałoby uzasadnienia. Wierni czytelnicy tego bloga i tak są z grubsza zorientowani.

Podsumowaniem tego materiału niech będzie natomiast jedno zdanie – nawet zepsuty zegar dwa razy na dobę pokazuje właściwą godzinę. Uważajcie na takie 🙂

Wszystkie zamieszczone na tej stronie teksty stanowią wyraz moich osobistych opinii oraz poglądów i nie powinny być traktowane jako rekomendacje kupna lub sprzedaży papierów wartościowych. Wszelkiego rodzaju szacunki bazują na ogólnodostępnych informacjach i powinny być traktowane wyłącznie poglądowo.

6 myśli nt. „Prognozy giełdowe. Nie ufajcie „giełdowym jasnowidzom”

  1. Największy błąd jaki można popełnić to zaufać analizom i rekomendacjom. Gdyby analityzy potrafili tak doskonale przewidzieć zachowania na rynku, nie marnowaliby potencjału na etacie 🙂 Taka jest prawda i im szybciej sobie to uświadomimy, tym lepiej 🙂

    • Tutaj się nie zgodzę – analitycy nie są jasnowidzami. Tworzą analizy i rekomendacje na podstawie zebranych informacji dotyczących spółek oraz swojej wiedzy i doświadczenia.

      Raz wychodzi im to lepiej, raz gorzej, ale szykują raporty zawierające sporą dawkę przydatnych informacji, które można wykorzystać. Decyzja zawsze leży po stronie inwestora. Jeśli inwestor liczy, że analityk „doskonale przewidzi zachowania na rynku”, albo obarcza go winą za swoje niepowodzenia na giełdzie, powinien odpuścić sobie inwestowanie.

      W tym materiale bardziej chodziło mi o ludzi, którzy głośno krzyczą, naganiają i kuszą osoby dopiero zaczynające swoją przygodę z inwestowaniem. 30-40 procent zysku generowanego rok w rok brzmi rewelacyjnie i szybko doprowadziłoby do pomnożenia majątku, aczkolwiek żaden – nawet najlepszy ekspert – nie da gwarancji takiego zarobku na giełdzie.

  2. Dokładnie. Ostatnio obserwuję taką tendencję na blogach – wsteczne analizy. Na szczęście nie u każdego tak jest, ale robi się to trochę niepokojące. Moim zdaniem idealnie podsumowałeś to zdaniem „nawet zepsuty zegar dwa razy na dobę pokazuje właściwą godzinę.” – po prostu trzeba uważać, bo bardzo często jest tak, że ktoś twierdzi, że zarabia na swoich inwestycjach miliony, a nadal pracuje w czyjejś firmie. I nie da się tego tak naprawdę zweryfikować. No i podstawowe pytanie – po co pracuje u kogoś, skoro tak dobrze mu idzie inwestowanie? 🙂

    • Dzięki za miłe słowo 🙂 Z ostatnimi zdaniami się jednak nie zgodzę. Tak, jak życie nie zna dwóch identycznych przypadków, tak też wiele jest sytuacji wśród inwestorów. Większość pracuje, bo ich kapitał po prostu nie wystarcza, żeby „żyć z giełdy”, część zdobyła już znaczący kapitał, ale nie chce go uszczuplać, część nie akceptuje aż tak dużego ryzyka, są i tacy, którzy po prostu lubią swoją pracę 🙂

      Oczywiście, jeśli ktoś jest w stanie „zagwarantować” 40, czy 50-procentowe zyski w skali roku to nie powinien pracować, a wykorzystać obcy kapitał i „zlewarować” swoje pozycje. Dlaczego tego nie robi? Może sam nie ufa swoim „gwarancjom” 🙂

  3. Wielu autorów poradników typu „jak grać na giełdzie” zaczęło zarabiać pieniądze dopiero…gdy zaczęli sprzedaż swoich książek. W inwestowaniu nie szło im tak dobrze 🙂

  4. Pamiętam jak w latach 90 wystawiała rekomendacje daiwa nomura. Dawali rekomendacje dla elektromontażu. Człowiek zarobił jak robił dokładnie na odwrót.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

CommentLuv badge