Politycy chcą kupić poparcie. Zapłacą nie tylko banki

Politycy prześcigają się na pomysły mające na celu pomoc Polakom. To znak, że coraz większymi krokami zbliżają się wybory parlamentarne. Anty-gospodarcze koncepcje rządzących i do tego aspirujących coraz bardziej utwierdzają mnie jednak w przekonaniu, że żadna z dwóch głównych sił na polskiej scenie politycznej nie powinna rządzić krajem.

Platforma Obywatelska, za pomocą ustawy mającej na celu pomoc zadłużonym we franku szwajcarskim, chce zrobić wszystko, aby wydrenować banki, zanim do rządzenia przystąpi Prawo i Sprawiedliwość. Ostatnia wersja ustawy – uchwalona przed tygodniem przez Sejm – sugeruje, że drenaż będzie tak mocny, że pod znakiem zapytania może stanąć nawet proponowany przez PiS podatek od aktywów bankowych.

Kolejny raz podkreślam, że jestem bardzo daleki od chęci wcielenia się w rolę adwokata diabła. Banki zdecydowanie mają swoje za uszami. O tym, jak często traktują klientów bardzo obrazowo pisze Pan Maciej Samcik na stronie Subiektywnie o finansach. Polecam też przeczytać kilka jego ostatnich wpisów dotyczących właśnie ustawy pomocowej dla frankowiczów. Niezwykle klarownie wyjaśniają one wszelkie niuanse związane z całą sprawą.

– Wydaje mi się, że przerzucanie niemal wyłącznie na barki banku odpowiedzialności za to, iż klient wybrał kredyt walutowy zamiast złotowego jest uzasadnione tylko w niektórych przypadkach napisał Samcik. Zgadzam się z tym w 100 procentach. Oczywiście, rolą państwa może być pomoc ludziom w trudnych sytuacjach, ale tutaj mamy do czynienia z sytuacją, gdzie za – świadome lub mniej – decyzje pewnej grupy osób muszą zapłacić wszyscy inni. Czy to jest fair? Najlepiej, gdy każdy na to pytanie odpowie sobie sam.

Ostatnio nasunęło mi się jeszcze jedno pytanie – czy Platforma tak mocno walczy o poparcie w najbliższych wyborach, że przestała rozumieć zasady ekonomii, czy może liczy, że przeszkodzi jej na przykład niezgodność ustawy z konstytucją? Wtedy mogłaby powiedzieć chcieliśmy, próbowaliśmy, ale się nie udało. Kilka punktów poparcia może przybędzie, a problem zostanie na kolejne miesiące, czy lata. Być może obecnej opozycji.

Warto jednak mieć na uwadze, że skutki takich działań mogą być długofalowe. Po pierwsze, biją w postrzeganie Polski na zewnątrz (scenariusz węgierski??) przez inwestorów. Nie mam tu na myśli jedynie sektora bankowego. Stabilność polityczna jest jednym z aspektów odróżniających gospodarki wschodzące od rozwiniętych. Jest też jednym z kryteriów stosowanych przy ocenie potencjalnych inwestycji.

W kraju populistyczne zapędy polityków mogą z kolei ograniczyć akcję kredytową wspierającą wzrost gospodarczy. Niewykluczone, że drenaż banków będzie tak silny, że i niektórym z nich trzeba będzie pomóc. Na to wsparcie, w ten lub inny sposób, zrzucą się klienci banków czy podatnicy. Kto więc ostatecznie za to zapłaci? Ci Państwo, czyli niestety my wszyscy. Z kolei wracając do tematu wyborów – obecnie najchętniej zagłosowałbym na kogoś, kto po prostu niczego nie spieprzy.


Próby kupienia poparcia z bankowych zysków to nie jedyny pomysł rządzących. W kuluarach z pewnością toczą się też rozmowy, jak pomóc nierentownym kopalniom wykorzystując do tego spółki energetyczne (zainteresowanych odsyłam do listu Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych do Ministra Skarbu Państwa), bądź KGHM. Z tego właśnie powodu obecnie negatywnie podchodzę do inwestycji w akcje banków, czy spółek z udziałem Skarbu Państwa.

Wszystkie zamieszczone na tej stronie teksty stanowią wyraz moich osobistych opinii oraz poglądów i nie powinny być traktowane jako rekomendacje kupna lub sprzedaży papierów wartościowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

CommentLuv badge