Panika na Wall Street, mocne spadki na GPW. Co się stało?

„Panika na Wall Street”, „za Oceanem polała się krew”, „najmocniejszy spadek od wielu lat na amerykańskiej giełdzie” – to tylko kilka tytułów po mocnej wyprzedaży akcji na giełdach w USA. Przecena faktycznie była gwałtowna, co praktycznie gwarantowało również silne spadki na GPW. Postanowiłem więc podzielić się z Wami kilkoma swoimi spostrzeżeniami i przemyśleniami.

Zacznę od tego, że prywatnie wciąż mam akcje w portfelu, więc widząc spadki głównych indeksów w USA sięgające od 4 do 5 procent, byłem pewien, że mniej więcej o tyle zostanie następnego dnia przeceniony mój portfel. Wyszło nie aż tak źle, bo wycena moich akcji na zamknięciu wtorkowej sesji była niższa o około 3 proc. od poniedziałkowej.

Jeśli nie możesz nic zrobić, aby uniknąć spadków… to lepiej nie robić nic niż podejmować spontaniczne decyzje pod wpływem nerwów i emocji.

Jestem pewien, że wielu inwestorów, którzy w poniedziałek zobaczyli mocne spadki na Wall Street, we wtorek w gigantycznym stresie sprzedawało akcje już na otwarciu notowań. Spadki na GPW najsilniejsze były właśnie w początkowej fazie handlu w Warszawie. Tym samym ze sprzedażą „trafili” oni idealnie w lokalny dołek.

Podatek Belki od zysków na giełdzie – co i jak?

Jeśli zerkniecie na przykład na WIG, czy nawet WIG20 to zobaczycie minimum, ale nie zobaczycie pełnej skali zjawiska. Wiele akcji na starcie handlu było przecenianych o ponad 10 procent. Kilka godzin później sytuacja w miarę się ustabilizowała. Można było więc sprzedać akcje po zdecydowanie lepszej cenie. Znam też ryzykantów, którzy na tym ruchu nieźle zarobili 🙂

Uważaj na osoby, które w końcu mogły powiedzieć „a nie mówiłem”. A już na pewno nie wierz w ich zdolności do dalszego przewidywania sytuacji.

W poniedziałek w nocy i we wtorek do południa w sieci (m.in. na Twitterze) pojawiło się wiele komentarzy w stylu „a nie mówiłem”, „wiedziałem, że tak będzie”. Jeśli ceny bez większych korekt rosną przez kilka, czy kilkanaście miesięcy z rzędu to jest pewne, że w pewnym momencie nastąpi korekta, a jeśli trend wzrostowy trwa 9 lat, to rośnie też ryzyko jego odwrócenia.

Problem polega na tym, że nikt nie jest w stanie ze 100-proc. pewnością stwierdzić, czy będzie to za tydzień, miesiąc, czy za rok. Jeśli odpowiednio często będziesz mówił/pisał, że ceny akcji są wysokie i rynek czeka odwrócenie trendu, to na pewno kiedyś trafisz. Pozostaje jednak kluczowe pytanie – czy chcesz trafić, żeby móc w końcu pochwalić się znajomym i rodzinie oraz nasycić swoje ego, czy może chcesz zarabiać pieniądze na giełdzie.

Kiedy sprzedać akcje? 7 powodów sprzedaży

Wyceny instrumentów finansowych na rynkach nie poruszają się w bliskiej okolicy ich wartości godziwej/wewnętrznej/racjonalnej, czy jakkolwiek byśmy jej nie nazwali. Najczęściej poruszają się od skrajnego niedowartościowania (ultrapesymizm) do skrajnego przewartościowania (huraoptymizm).

Sprzedając akcje zbyt szybko, bądź rezygnując z zakupu, rezygnujemy często również z dużej części wzrostów, a co za tym idzie zysków na giełdzie. Czasem lepiej – szczególnie w trakcie silnych trendów – przesuwać zlecenie obronne (stop loss) w górę niż pozbawiać się szans na zarobek tylko dlatego, że chcemy powiedzieć „a nie mówiłem”.

Na spokojnie zastanów się nad własną rynkową sytuacją, stwórz prosty plan działania i przede wszystkim… egzekwuj go

Niestety… nie ma uniwersalnego rozwiązania, jak poradzić sobie w sytuacji, z jaką zmagaliśmy się na początku tego tygodnia.

Odrabianie strat na giełdzie. To nie takie proste…

Jeśli mocna przecena na Wall Street będąca zapowiedzią silnej wyprzedaży akcji na GPW sprawiła, że przeliczałeś giełdowe straty na utracone korzyści w codziennym życiu, bądź wręcz nie przespałeś nocy, to pierwszy sygnał, że inwestowanie, czy spekulowanie na giełdzie to może nie być odpowiednie zajęcie.

Być może wystawiasz na ryzyko zbyt duże pieniądze, bądź jeszcze gorzej – ryzykujesz utratę pieniędzy, na których stratę nie możesz sobie pozwolić. To wszystko to bardzo cenne wskazówki. Dzięki nim dowiesz się więcej na swój temat. Jedyne czego potrzebujesz to otwarty umysł i trochę samokrytyki 🙂

Gra na giełdzie. Czy warto? Idealny dzień na test

Prawda jest taka, że plan awaryjny powinieneś mieć gotowy zanim taka sytuacja będzie miała miejsce. Najprostsza opcja to odpowiedź na pytanie, po jak dużym spadku sprzedam akcje poszczególnych spółek znajdujących się w portfelu inwestycyjnym.

Jeśli jeszcze nie posiadasz planu, to zastanów się nad nim. Lepiej późno niż później 🙂 Jeśli okaże się, że ostatnie spadki za Oceanem to początek zmiany kierunku na giełdach, stracisz część pieniędzy, ale uchronisz znaczącą część kapitału.

Spadki na GPW i odrobina autorefleksji…

Ostatnio kilkukrotnie czytałem/słyszałem, że piszę zbyt mało na temat własnego portfela, osiąganych wyników, czy posiadanych akcji. To świadomie działanie. Nie stworzyłem tego bloga, żeby się chwalić, nie szukam kapitału, nie chcę też, żeby ktokolwiek kopiował moje decyzje inwestycyjne. Sam czytuję blogi kilku praktyków i uważam, że najważniejsze nie jest to, co najbardziej wyeksponowane, a to co między słowami 🙂

Tym razem postanowiłem napisać w kilku punktach, jak zareagowałem na poniedziałkową sytuację na Wall Street.

1) „No kur.. bez jaj. To mi jutro akcje popłyną” – to była moja pierwsza myśl. Chyba nawet podzieliłem się nią z moją lepszą połówką 😉

2) Czy mogę coś z tym zrobić?” – to pytanie zadałem sobie nieco później. Niestety, zdawałem sobie sprawę, że największe uderzenie będzie na otwarciu. W grę wchodziło zwiększenie zaangażowania na starcie sesji, ale nie zamierzałem tego robić, ponieważ po takiej wzrostowej serii na Wall Street, odbicie może być krótkotrwałe, a ja niespecjalnie preferuję krótkoterminowe „zabawy” na GPW (dodam tylko, że planuję się w tym podszkolić 🙂 )

3) Zerknąłem na ustalone wcześniej stop lossy. Generalnie ostatnio na giełdzie szło mi całkiem nieźle, więc trochę zaniedbałem ten temat. Uwzględniając jednak poziomy wsparcia wynikające z sytuacji panującej na wykresach poszczególnych spółek (m.in. długie dolne cienie z sesji wtorkowej) oraz miejsca, w których dokupowałem akcje w grudniu, zawęziłem stop lossy. Jako, że preferuję SL-e w cenach zamknięcia i ustawiam je „z ręki”, to liczę się z tym, że mogę stracić trochę więcej

4) Keep calm, wait and see, czyli pisząc w języku ojczystym „pożyjemy, zobaczymy” 🙂 Moim zdaniem obecnie w grę wchodzi zarówno scenariusz związany z kontynuacją wzrostów, jak i pogłębieniem przeceny. Warto więc pilnie śledzić zachowanie kursów w okolicach lokalnych ekstremów (głównie mam tu na myśli Wall Street – maksymalne poziomy indeksów z jednej strony i poniedziałkowe minima z drugiej) i być więc przygotowanym na obie opcje.


Zapraszam wszystkich do częstszego odwiedzania bloga Analityk gra na giełdzie. Jeśli chcesz jeszcze poczytać, poniżej wkleiłem kilka ciekawych materiałów.

Jeśli natomiast nie chcesz przegapić kolejnego wpisu, zerkaj na mojego Facebooka lub Twittera. Serdecznie zapraszam 🙂


Wszystkie zamieszczone na tej stronie teksty stanowią wyraz moich osobistych opinii oraz poglądów i nie powinny być traktowane jako rekomendacje kupna lub sprzedaży papierów wartościowych.

7 myśli nt. „Panika na Wall Street, mocne spadki na GPW. Co się stało?

  1. Czy mając portfel dużych spółek dywidendowych nabytych z myślą o zabezpieczeniu emerytalnym (perspektywa 30 lat) powinienem utrzymywać na nich stop lossy? Miałem stop loss na PKO BP i doszło do tego, że w pewnym okresie 20%. spadek notowań wyrzucił mi połowę akcji tej spółki, a obecnie są notowane wyżej niż wtedy gdy je pierwotnie nabywałem (nie odkupiłem ich do dziś).
    Obawiam się, że tak długi okres inwestycji będzie mi nie raz mieszał w portfelu mimo dość nisko położonych stop lossów, a wydaje się że tuzy naszego rynku nie powinny upaść.

    • Myślę, że to bardzo złożony i niezwykle indywidualny temat 🙂 Jeśli buduje Pan portfel zakładając, że „tuzy naszego rynku nie powinny upaść”, czyli rozumiem, że inwestuje tylko w rynkowych liderów, duże, rozpoznawalne i silne fundamentalnie firmy oraz robi to mając w głowie 30-letnią perspektywę to stop lossy mogą faktycznie być kłopotliwe.

      Przyznam jednak uczciwie, że się nad tym nigdy nie zastanawiałem, bo nie inwestowałem mając w głowie tak odległy horyzont. Nie wiem, czy cenowego stop lossa w takiej sytuacji nie zastąpiłbym wybranymi wskaźnikami finansowymi, które utwierdzałyby mnie w przekonaniu, że spółka wciąż pasuje do takiego portfela (na przykład minimalna kapitalizacja, powtarzalność zysków, utrzymująca się powyżej pewnego poziomu rentowność, czy stopa dywidendy).

      Mam na myśli ustalenie kryteriów, które musiałyby spełniać spółki, żeby dostać się do takiego portfela, a następnie okresowa (np. cokwartalna, czy coroczna) rewizja, czy „uczestnicy” portfela wciąż spełniają określone wymogi. Jeśli dołożyć do tego cykliczność i regularność zakupów akcji (w końcu 30-letnia perspektywa zobowiązuje), to można byłoby nieco ograniczyć negatywny wpływ krótko- i średnioterminowych obsunięć cen.

      Niestety, całkowicie nie da się wyeliminować ryzyka, że do portfela trafi spółka, którą trzeba będzie sprzedać z pokaźną stratą (jego wpływ na wycenę portfela powinna zmniejszyć sensowna dywersyfikacja). Pamiętajmy też, że Polska ma młody rynek. Któż wie, co będzie za 30 lat 😉

    • Aktualnie nie wybiegam tak daleko w przyszłość 😉 Stop lossy na posiadanych akcjach pozaciskane i obserwuję.

      Planowałem przysiąść i spojrzeć na rynki nieco szerzej początkiem lutego, ale teraz strasznie emocjonalnie się zrobiło, więc nawet krótkoterminowe prognozy są obarczone dużym błędem.

  2. Bardzo ciekawy wpis. Temat także warty zajęcia się nim. Ciekaw jestem czy to jednorazowy trend, czy będzie się powtarzał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

CommentLuv badge