O inwestowaniu słów kilka (#zabawyzgiełdą, lipiec 2019)

Minęło kilka ładnych miesięcy od ostatniego wpisu, zatem najwyższy czas, aby podzielić się kilkoma spostrzeżeniami, wnioskami, czy pomysłami.

Nie byłbym sobą, gdybym na początku tego wpisu nie przestrzegł wszystkich przed bezrefleksyjnym naśladownictwem. Czegokolwiek i kogokolwiek. Na giełdzie po prostu nie ma pewniaków!

Można szykować świetne analizy, wyciągać trafne wnioski i mimo tego nie zarobić pieniędzy, a można nie wiedzieć nic na temat rynków i zanotować duże zyski. W dłuższym terminie będzie jednak trudniej je powtórzyć 🙂

Nowy rekord S&P500

Skoro krótkie ostrzeżenie już za nami, to lecimy. Wall Street w ubiegłym tygodniu znowu wyznaczyła swoje maksimum wszech czasów, a wykres amerykańskiego indeksu szerokiego rynku – S&P500 – znalazł się zaledwie kilka punktów poniżej psychologicznego poziomu 3000 punktów.

W tym momencie nie założyłbym się, czy poziom ten zostanie sforsowany, czy nie… generalnie uważam, że w krótkim terminie wszystko jest możliwe, natomiast dłuższy horyzont czasowy zdecydowanie nie sprzyja inwestorom, których portfele będą pełne amerykańskich akcji.

W otoczeniu niskich stóp procentowych i dalszego wspierania gospodarek przez banki centralne, hossa może się przedłużać. Nie wierzę jednak w to, że „tym razem będzie inaczej” i czeka nas kolejna dekada wzrostów na amerykańskich giełdach.

Ktoś w pewnym momencie powie „STOP”, a w zasadzie „SELL” i zacznie sypać akcjami, a reszta rynku zacznie nerwowo/hurtowo wyprzedawać akcje spółek, których ceny w ostatnich latach mocno rosły. W końcu „byki wchodzą po schodach, a niedźwiedzie skaczą przez okno”.

Polski rynek… ehhh

Ehhh… to chyba najlepszy sposób, żeby skomentować, to co dzieje się na GPW. Niby da się zarabiać. Są sektory, które w dłuższym, bądź krótszym terminie radzą sobie lepiej niż rynek. Pojawiają się też pierwsze, nieśmiałe, próby trwalszego odbicia, jak choćby wielu średnich i małych spółek.

Niestety, trudno nie odnieść wrażenia, że strasznie ciężko im to idzie, a głównym problemem jest płynność. Wciąż nie widać chęci do większych zakupów akcji polskich spółek. Swoją drogą, część z nich skutecznie „dba” o to, żeby nasza giełda nie była traktowana przez inwestorów jak poważne miejsce, gdzie można ulokować kapitał.

Zgadzam się, że wyceny wielu polskich przedsiębiorstw notowanych na GPW są atrakcyjne, a ponadto wiele z nich ma perspektywy do poprawy wyników finansowych, ale… to nie gwarantuje giełdowych zysków.

Załóżmy (hipotetyczny) scenariusz, że ceny amerykańskich akcji zaczynają mocno spadać, w ślad za nimi tracą inne rozwinięte rynki, banki centralne robią co mogą, aby pomóc, ale to nie działa, a akcje wciąż tanieją…

Czy w takiej sytuacji mamy szanse, żeby zachowywać się lepiej niż rozwinięte rynki? Jestem sceptyczny. To, że akcje są tanie, niespecjalnie pomoże, jeśli na rynek hurtem popłyną zlecenia sprzedaży, a nie będzie popytu, żeby je zrównoważyć.

O inwestowaniu słów kilka (#zabawyzgiełdą, lipiec 2019)

No dobra – koniec tych pesymistycznych wizji 🙂 Poniżej kilka zdań odnośnie mojego inwestowania (więcej o samych zasadach napisałem tutaj i tutaj). Tym razem nieco konkretniej 😉

  • Znów zaprzyjaźniam się – warunkowo – z Ciechem 🙂 Po sprzedaży akcji Ciechu po około 58 złotych, odkupiłem je nieznacznie powyżej 40 złotych. Ponownie liczę na odbicie, aczkolwiek mam ustalonego Stop Loss-a, poniżej którego bezwzględnie sprzedam akcje.

  • W przeciwieństwie do większości analityków (bardzo dobre rekomendacje) jestem dość sceptyczny w stosunku do akcji CD Projekt i za pośrednictwem kontraktów terminowych zdarza mi się obstawiać spadki kursu producenta Wiedźmina i Cyberpunka 2077.

    Nie dlatego, że nie wierzę w sukces spółki. Wierzę i trzymam kciuki za to, żeby gra okazała się większym sukcesem niż trzecia część przygód Wiedźmina. Nie zgadzają mi się po prostu cyferki 🙂

    Nawet bardzo duży sukces najnowszej produkcji CD Projekt – moim zdaniem – nie uzasadnia tak wysokiej wyceny. Aż strach pomyśleć, co byłoby, gdyby gra nie sprostała oczekiwaniom graczy. Oczywiście każda otwierana pozycja ma swojego Stop Loss-a.

  • W dalszym ciągu nie przekraczam 30% portfela w akcjach (konkretne spółki wybieram na podstawie wyników finansowych i sytuacji na wykresie, a każda inwestycja ma ustalony poziom wyjścia), ale jednocześnie staram się mieć otwartą (otwarte) krótką pozycję w kontraktach terminowych na akcje spółek. Mam nadzieję, że pomoże mi to nieco zrównoważyć sytuację, gdyby ziścił się ten negatywny scenariusz, o którym pisałem powyżej…

Jeśli chcesz jeszcze poczytać, poniżej wkleiłem kilka ciekawych materiałów.

Jeśli natomiast nie chcesz przegapić kolejnego wpisu, ale nie tylko, zerkaj na Twittera.


Wszystkie zamieszczone na tej stronie teksty stanowią wyraz moich osobistych opinii oraz poglądów i nie powinny być traktowane jako rekomendacje kupna lub sprzedaży papierów wartościowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

CommentLuv badge