Jak zacząć grać na giełdzie? Inwestowanie na GPW w pigułce

Jak zacząć grać na giełdzie? Jaki rachunek maklerski wybrać? Z jaką kwotą można zacząć inwestowanie na GPW? W co inwestować pieniądze? Na te pytania odpowiadam we wpisie, który tym razem kieruję głównie do początkujących inwestorów i osób dopiero planujących rozpocząć swoją przygodę z inwestowaniem na GPW. Mam nadzieję, że inwestorzy z większym doświadczeniem również znajdą tu coś dla siebie. Liczę też, że w komentarzach podzielą się choćby odrobiną swojej wiedzy.

Nie tak dawno usłyszałem „zarzut”, że zbyt mało miejsca poświęcam początkującym inwestorom, że powinienem więcej pisać dla osób, które zaczynają swoją przygodę z inwestowaniem na GPW lub dopiero zamierzają. Co ciekawe, za pozytywny przykład posłużył wpis na temat dywersyfikacji portfela inwestycyjnego.

Bez bicia muszę się tu przyznać, że jego również nie planowałem 🙂 Czytając książkę do głowy wpadło mi pytanie, na które po prostu odpowiedziałem publicznie. Po 26 wpisach i ponad 11 tysiącach odsłon (za każde kliknięcie serdecznie dziękuję) zaczynam więc od początku, czyli od odpowiedzi na cztery podstawowe pytania związane z inwestowaniem, czyli… jak zacząć grać na giełdzie? jaki rachunek maklerski wybrać? z jaką kwotą można zacząć inwestowanie na GPW? w co inwestować pieniądze?

Jak zacząć grać na giełdzie?

W przeciwieństwie do wielu książek, czy poradników, moja odpowiedź będzie bardzo lakoniczna. Musisz… wybrać i założyć rachunek maklerski (1), przelać na ten rachunek pieniądze (2), a następnie wybrać i kupić pierwsze akcje (3). Choć nie jest to tak proste, jak mogłoby wskazywać to jedno krótkie zdanie, to najważniejsza sprawa to po prostu się zdecydować. Nie zamierzać, nie deklarować, nie planować, nie odkładać, po prostu to zrobić. Oczywiście zarówno pierwszy, jak i trzeci punkt musi być poprzedzony – przynajmniej ogólną – analizą.

Jaki rachunek maklerski wybrać?

Jasna sprawa, że chcemy mieć rachunek bezpłatny, z niemal zerowymi prowizjami, wieloma oddziałami, gdyby coś poszło nie tak oraz najlepiej z oprocentowaniem środków pieniężnych w momentach, kiedy nie są one zainwestowane. Brzmi rewelacyjnie. Jeśli ktoś taki znajdzie to zdecydowanie proszę o info 🙂

Na początek proponuję znaleźć ranking kilku najpopularniejszych rachunków maklerskich, a następnie wybrać spośród nich taki, który ma niskie prowizje oraz którego prowadzenie nic nie kosztuje. Jeśli w międzyczasie coś Ci się nie spodoba lub po prostu znajdziesz lepszy, w każdej chwili możesz dokonać zmiany. Pamiętajmy… najważniejsza sprawa to zacząć, więc nie dajmy się przytłoczyć nadmiarowi tabel, porównań i statystyk. Na to przyjdzie jeszcze czas.

Z jaką kwotą można zacząć inwestowanie na GPW?

Na to pytanie nie ma jednej konkretnej odpowiedzi. Moją sugestią będzie więc  przedział. Zacznijmy od jego dolnego ograniczenia. Proponuję przelać na konto maklerskie taką kwotę, żeby prowizje od transakcji nie zjadały znacznej części kapitału (zysków na starcie jeszcze nie planujmy :)). Górne ograniczenie tego przedziału to kwota, której utrata mocno nas zaboli. Wiem z doświadczenia, że każda strata boli, nawet ta niewielka. Jeśli jednak możesz pozwolić sobie tylko na stratę tysiąca złotych, nie inwestuj więcej. Ktoś mądry kiedyś zaproponował, żeby na giełdzie grać wyłącznie pieniędzmi, które można stracić. Zgadzam się z nim w 100 procentach. Górne ograniczenie każdy musi więc ustalić sobie sam, ale co z dolnym?

Czy 500 złotych wystarczy, żeby zacząć grać na giełdzie? Oczywiście, że tak. Pamiętajmy jednak, że wydając po 250 złotych na akcje dwóch spółek (minimalna możliwa dywersyfikacja), posiadając jeden z najtańszych rachunków na rynku (nie wiem, czy nie najtańszy) i realizując zlecenia przez internet (0,19% wartości zlecenia, minimum 1,90 złotego) prowizja wyniesie 3,80 złotego. Zakładając, że na obu spółkach zarobimy po 10 procent, przy sprzedaży znów dwa razy zapłacimy prowizję w wysokości minimum kwotowego, czyli łącznie 3,80 złotego. Te 7,60 złotego nie wygląda na dużą kwotę. W ujęciu procentowym będzie to już 1,52 procent, czyli niewiele mniej niż obecnie w ciągu roku można zarobić na lokacie bankowej.

Czy to aż tak dużo? Każdy musi ocenić to już sam. Osobiście zalecałbym początek przygody z inwestowaniem z kwotą wynoszącą od tysiąca do pięciu tysięcy złotych. Jeśli jednak chcielibyście wystartować z pięcioma setkami i pytacie, czy zaczynać, czy jeszcze poczekać, moja odpowiedź będzie krótka – przelewać i „walczyć” 🙂 Doskonale pamiętam czasy, kiedy na giełdzie miałem zainwestowaną kwotę 1000 złotych, a samo prowadzenie rachunku kosztowało mnie 10 złotych miesięcznie. Tak, tak… doskonale liczycie.  Aby „wyjść na zero” musiałem rocznie zarobić 12 procent (w ogóle nie uwzględniając prowizji, której minimalna kwota wynosiła wówczas 3 złote), co jest wynikiem, o którym większość zarządzających w długim terminie mogłaby pomarzyć. Wtedy jednak najważniejsza była frajda i pierwsze próby. Inna sprawa, że oferta biur maklerskich była znacznie mniej atrakcyjna niż obecnie.

W co inwestować pieniądze?

Zdecydowanie nie polecam „gry na chybił-trafił”. Ta oczywiście przez pewien czas może przynosić fantastyczne zyski (szczególnie, kiedy na rynku panuje hossa, czyli nie obecnie), ale niczego nikogo jeszcze nie nauczyła. Był kiedyś taki eksperyment z szympansem, który swoimi wynikami wyprzedził kilku zawodowców. No cóż, szympansy to bardzo inteligentne zwierzęta 🙂 A tak zupełnie poważnie, to nie sądzę, że jego wyniki byłyby równie atrakcyjne dla mediów w długim terminie, na przykład 5- lub 10-letnim.

Zakładając, że chcesz cały czas uczyć się inwestowania, musisz wybierać akcje spółek wiedząc, dlaczego postawiłeś akurat na te konkretne. Tylko w ten sposób można później przeanalizować trafność wcześniejszych prognoz i po czasie ocenić skuteczność wybranej metody doboru akcji do portfela inwestycyjnego. Jeśli wcześniej nie miałeś żadnego kontaktu z inwestowaniem, najlepiej będzie na początku przeczytać książkę lub poradnik o giełdzie, „liznąć” trochę wiedzy na temat ekonomii oraz zorientować się w sytuacji największych światowych gospodarek.

Dla mnie przełomowym momentem było przeczytanie książki dr Alexandra Eldera „Zawód Inwestor Giełdowy”. Nie była to pierwsza książka dotycząca giełdy, którą przeczytałem, ale zdecydowanie była pierwszą, która zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie. Ktoś może zarzucić, że ma już ona swoje lata i jest niedopasowana do polskich warunków rynkowych. Jeśli miałbym jednak wybierać między książką o polskiej giełdzie napisaną przez teoretyka (takich jest niestety najwięcej) i pozycją traktującą o giełdzie w USA napisaną przez rynkowego praktyka, to zdecydowanie postawiłbym na opcję numer dwa.

Czytanie i ciągłe doskonalenie jest bardzo istotne. Odradzam jednak plan w stylu „najpierw przeczytam 10 książek, a później zacznę inwestować własne pieniądze”. Moim zdaniem to zła kolejność. Tym bardziej, że czytając dziesiątą będziesz znał tyle wykluczających się metod, że istnieje ryzyko, że grać na giełdzie nie zaczniesz wcale. Zatem krok pierwszy to zrozumieć podstawy, w tym przede wszystkim temat ryzyka. Krok drugi – wybrać i założyć rachunek maklerski. Krok trzeci – przelać pieniądze. Krok czwarty – wybrać i kupić akcje. Krok piąty (największy) – nieustannie się doskonalić. Poza tym… nic tak wiele nie uczy człowieka o nim samym, jak strata ciężko zarobionych pieniędzy 😉

Jeśli spodobał Ci się powyższy artykuł, podziel się swoimi spostrzeżeniami. W komentarzu, na FB, na maila, jak Ci będzie najwygodniej. Jeśli masz inne zdanie, napisz co wpadło Ci do głowy. Jeśli natomiast coś Ci się nie podobało… to zachowaj to dla siebie. Oczywiście żartuję, wal bez przeszkód. Wymiana opinii, a nawet konstruktywna krytyka również jest mile widziana 😉

Wszystkie zamieszczone na tej stronie teksty stanowią wyraz moich osobistych opinii oraz poglądów i nie powinny być traktowane jako rekomendacje kupna lub sprzedaży papierów wartościowych. Wszelkiego rodzaju szacunki bazują na ogólnodostępnych informacjach i powinny być traktowane wyłącznie poglądowo.

13 myśli nt. „Jak zacząć grać na giełdzie? Inwestowanie na GPW w pigułce

  1. To oczywiście prawda, że aby zacząć grać na giełdzie trzeba najpierw założyć rachunek. Być może to oczywiste, ale ja bym jednak mocno podkreślił, żeby zacząć od gruntownej nauki.

    Zgadzam się, że inwestowanie powinno być poprzedzone analizą. Jednak ja bym powiedział to jeszcze mocniej. Ogólna analiza to za mało. Aby zarabiać, trzeba mieć jakąś przewagę konkurencyjną nad rynkiem. W tym inwestowanie nie różni się niczym od np. prowadzenia własnej firmy.

    Zgadzam się, że trzeba mieć swoją strategię, określone reguły kiedy kupuję i sprzedaję, ile inwestuję w danym momencie, itd. Warto prowadzić coś na kształt „dziennika transakcji” i na bieżąco analizować swoje przeszłe inwestycje (głównie chodzi o stratne), i weryfikować założenia swojej strategii.

    Ja również odradzałbym plan „najpierw przeczytam 10 książek, a potem zacznę inwestować”. Poleciłbym raczej przeczytać najpierw 20 książek 🙂 Według moich obserwacji, ludzie raczej przedwcześnie zaczynają inwestowanie i czasami tracą na prawdę spore pieniądze. Myślę, że przynajmniej część z nich uchroniła by się przed stratami, gdyby ich wiedza była większa.

    W odniesieniu do początkowej kwoty inwestycji, zgadzam się, że powinno się inwestować takie kwoty, aby ewentualna strata nie przekraczała naszego „progu bólu”. Natomiast generalnie na początek, im niższa kwota tym lepsza – nie warto przepłacać za naukę 🙂 Jednak nie powinna być zbyt niska, aby udział prowizji nie był zbyt duży (stawki prowizji mają minimalne progi kwotowe, o których wspominałeś). Uwzględniając jakąś dywersyfikację oraz biorąc pod uwagę obecne warunki prowadzenia rachunków maklerskich, wydaje mi się że minimalna kwota do inwestycji to ok. 5-10 tys zł.
    Osobom dysponującym kwotami rzędu 500 zł, poleciłbym kupić sobie po prostu trochę książek.

    Jeśli chodzi o wybór rachunku, zgadzam się, że warto korzystać z rankingów rachunków maklerskich. Oczywiście oferta się zmienia, ale na ten moment dominują 2 modele:
    1) Bezpłatne prowadzenie rachunku, prowizja transakcyjna relatywnie wysoka.
    2) Prowadzenie rachunku płatne, prowizja transakcyjna relatywnie niska.
    Jeśli zaczynasz i masz małe obroty, raczej opłaci się opcja 1. Po osiągnięciu pewnego poziomu obrotów, bardziej będzie Ci się opłacać opcja 2.

    Też czytałem Eldera ZAWÓD INWESTOR GIEŁDOWY i była to moja pierwsza książka o giełdzie. Czytając ją zafascynowałem się oscylatorami i na nich początkowo opierałem swoją strategię (MACD i RSI). W okresie kiedy z nich korzystałem, miałem zyski. Jednak był to okres mocnej hossy i nawet wspomniany szympans by wtedy zarobił. W testach historyczych na polskich akcjach, które jakiś czas temu przeprowadziłem, na dłuższą metę oscylatory wypadły dość słabo i nie polecam ich jako fundament strategii.

    Pozdrawiam,
    Artur

    • Wychodzi więc na to, że w wielu kwestiach się zgadzamy. W przypadku książek – niekoniecznie 🙂 Osobiście wychodzę z założenia, że zacząć grać na giełdzie można już po przeczytaniu kilku z podstawami, bo – niezależnie od liczby przeczytanych publikacji – rzeczywistość na giełdzie i tak zweryfikuje teorię 🙂

      Olbrzymia wiedza jest lepsza od dużej, duża od średniej, a średnia od ogólnej, ale inwestorzy tracą pieniądze nie tylko przez brak wiedzy, ale często przez to, że nie potrafią poradzić sobie z emocjami. Stratę po prostu trzeba przeżyć, a następnie nauczyć się ją akceptować i ciąć. Ciągłe doskonalenie to już obowiązek. Choć 60-80% czytanej treści będzie się powtarzać, a z czasem wskaźnik ten będzie coraz wyższy, to dzięki pozostałym 20-40% inwestor może się rozwijać.

      A tak poza tym… Artur, dzięki za mega konkretny i merytoryczny komentarz 🙂 Pozdrawiam, Paweł

      • Pawle,
        Zgadza się – ostatecznie najważniejsza jest umiejętność opanowania emocji, podejście do ryzyka, itd.. Wiem, że Ci co przeczytają 20 książek mogą nie mieć wcale lepszych efektów, niż ci co przeczytają 10. Jednak obserwuje, że bardzo dużo ludzi zaczyna bez odpowiedniej wiedzy. Ja bym to porównał do prowadzenia samochodu – można nauczyć się jeździć bez kursu, ale może to się okazać wielokrotnie bardziej kosztowne (obtłuczemy lub rozbijemy samochód), niż po wcześniejszym zdobyciu wiedzy na temat ruchu drogowego i działania samochodu 😉
        Pozdrawiam serdecznie, Artur
        Artur Wiśniewski ostatnio opublikował…W jakim kierunku zmierzają relacje inwestorskie? Kamil Gemra (Inner Value)My Profile

        • Porównanie chwytliwe, aczkolwiek nie do końca trafne 🙂 Jazda samochodem to 75% nauki i 25% sztuki, w inwestowaniu proporcje są odwrotne. No powiedzmy 40% nauka i 60% sztuka. Po roku od otrzymania prawka – przy regularnej jeździe samochodem – 90% sytuacji już widziałeś. Na giełdzie ciężko o takie proporcje. Zdarzają się „powtórki” i doświadczeni gracze bądź komputery zarabiają na nich pieniądze, ale o dwóch identycznych sytuacjach nie ma raczej mowy…

          Zgadzam się natomiast z tym, że wiele osób zaczyna swoją przygodę bez odpowiedniej wiedzy. Również uważam, że inwestowanie bez znajomości podstaw to błąd 🙂

      • Tak konkretniej, to zamiast „nauka” powiedziałbym „wiedza”-25%, a zamiast „sztuka”, powiedziałbym „praktyka”-75%.
        PS. Czy inwestujesz na własny rachunek? Masz gdzieś „w pigułce” opisane swoje podejście? Pozdrawiam, A.

        • Tak, inwestuję na własny rachunek. Pierwsze transakcje na giełdzie zawierałem około 10 lat temu 🙂 Nie robię tego jednak „systemowo”. Używam zarówno analizy technicznej, jak i analizy finansowej. Najczęściej korzystam z miksu różnych narzędzi.

  2. Witam.
    Trafiłem tutaj przez przypadek szukajac informacji na temat jak zaczac grac na GPW. Panowie dla zwykłego człowieka który nie ma zielonego pojęcia jak zaczac grac na GPW nie bedzie lepszym rozwiazaniem znalezienie maklera ktory za mnie bedzie walczyl o jak najlepszy wynik?? Możecie sie smiac z tego co pisze poniewaz chcialbym zaczac grac ale nie wiem od czego zaczac.

    Dziekuje
    Pozdrawiam
    Mateusz

    • Nikt z nikogo się tu nie śmieje 🙂 Każdy, nawet najbardziej doświadczony inwestor giełdowy, kiedyś zaczynał swoją przygodę z inwestowaniem i też szukał odpowiedzi na pytania, jak grać na giełdzie i jak zarobić na giełdzie. Nie rozumiem jednak Twojego pomysłu… makler miałby grać na giełdzie za Ciebie?

  3. Tak myslalem zeby znalezc maklera ktory bedzie za mnie inwestowal z tego wzgledu ze ma pojecie co kupic sprzedac itd. Jak juz wspomnialem nie mam pojecia od czego zaczac dlatego ten moj pomysl. Zakladam ze bedzie robil wszystko zeby zwiekszyc kapital gdyz tez bedzie mial z tego prowizje. Im lepszy wynik tym lepsza prowizja.

    • Mateusz… mam wrażenie, że mylisz maklera z doradcą inwestycyjnym. Makler to osoba, która zajmuje się pośrednictwem w transakcjach kupna i sprzedaży papierów wartościowych.

      Jeśli „nie masz pojęcia, co kupić sprzedać itd” i zupełnie nie chcesz się uczyć to niewykluczone, że najlepszą opcją będą dla Ciebie fundusze inwestycyjne. Zanim zaczniesz inwestować za ich pośrednictwem i tak powinieneś poznać przynajmniej podstawy.

      Jeśli natomiast chcesz się uczyć, to polecam na początek przeczytać kilka książek o inwestowaniu, w czasie czytania testować opisywane tam metody na spółkach z GPW, a później zacząć przygodę z giełdą od niewielkich kwot, takich o których możesz zapomnieć (w domyśle możesz je stracić).

      Popełnianie błędów na giełdzie jest naturalnym i nieodłącznym elementem inwestowania. Ważne tylko, żeby:
      a) nie wystawiać na ryzyko pieniędzy, na których stratę nie możesz sobie pozwolić
      b) ciąć straty, kiedy sprawy nie idą po Twojej myśli (to jest najtrudniejsze)
      c) uczyć się i wyciągać wnioski z popełnionych błędów

      Powodzenia,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

CommentLuv badge