Inwestowanie na wakacjach to bardzo zły pomysł

Albo inwestowanie, albo wakacje – to dobra zasada. Inwestowanie na wakacjach może bowiem skończyć się tym, że strata będzie podwójna – na giełdzie stracisz pieniądze, na wakacjach pieniądze i czas, który planowałeś lub planowałaś przeznaczyć na wypoczynek.

Po opublikowaniu artykułu pod tytułem „gdzie sprawdzić notowania giełdowe za granicą” trochę mi się oberwało. Musiałem między innymi wytłumaczyć się z tego, że w trakcie wakacji tak bardzo zależało mi na dostępie do notowań oraz najważniejszych wiadomości z rynku 😛

Postanowiłem zatem wyjaśnić jeszcze jedną kwestię, a przy okazji odpowiedzieć na pytanie jednego z czytelników, czyli co zrobić z akcjami jadąc na wakacje? Oczywiście odpowiedź jest wyłącznie moją subiektywną opinią.

Inwestowanie, a wakacje – co zrobić z akcjami?

Od razu wyjaśniam… szybkie zerknięcie na notowania giełdowe i najważniejsze informacje ze spółek, czy rynków to nie to samo, co inwestowanie na wakacjach, czyli „pilnowanie” handlu, analizowanie sytuacji i podejmowanie decyzji inwestycyjnych.

Z moich doświadczeń wynika, że aby być w miarę na bieżąco z tym, co dzieje się na giełdzie w zasadzie wystarczy 15-30 minut dziennie. Analizy potrzebne do kupna lub sprzedaży akcji zajmują mi już zdecydowanie więcej czasu.

Wracając do tematu… co więc zrobić z akcjami jadąc na wakacje? Trzymać, czy może lepiej sprzedać? To oczywiście zależy od wielu czynników. Osobiście staram się stosować do trzech poniżej opisanych zasad. Raz wychodzi mi to lepiej, raz gorzej. W końcu człowiek na naukę ma całe życie 🙂

(1) Nie kupuję akcji „pod wydarzenia”, które będą miały miejsce w trakcie mojego urlopu. Jeśli spodziewam się, że pod koniec lipca spółka XYZ opublikuje optymistyczny raport finansowy, a mam w tym czasie zaplanowany wyjazd, nie robię zupełnie nic.

Dlaczego? Jeśli okaże się, że nie miałem racji – najpewniej stracę nie tylko pieniądze, ale także dodatkowo zepsuję sobie urlop. Jeśli miałem rację – cóż, trudno, okazji w przyszłości z pewnością nie zabraknie.

(2) Sprzedaję akcje nabyte „na krótki termin”, jedynie w celach spekulacyjnych. Jeśli na przykład kilka tygodni przed urlopem „zagrałem” pod mocniejszy ruch w górę akcji spółki ABC, a jej kurs w dalszym ciągu praktycznie stoi w miejscu, to nie czekam, że jej notowania nagle ruszą w górę.

Przed wakacyjnym wyjazdem – nawet jeśli miałby trwać on jedynie tydzień – nie zostawiam w portfelu żadnych akcji, z którymi nie czułbym się dobrze również w długim terminie. Jest taki żart, że inwestor długoterminowy to ten, który nie zdążył sprzedać akcji.

Myślę, że lepiej być inwestorem, który trzyma akcje spółki ABC, bo wierzy w jej perspektywy niż graczem, który kupił je pod konkretną formację na wykresie, a trzyma tylko dlatego, że nie zdążył sprzedać, ale już znalazł argumenty uzasadniające wzrosty cen w przyszłości 🙂

(3) Nie robię zupełnie nic z akcjami spółek, które kupiłem „na długi termin”, ponieważ wierzę w ich perspektywy. Nie oznacza to, że raz podjętej decyzji nie należy zmieniać. Oczywiście, że należy, jeśli zmieniły się okoliczności. Czy jestem w stanie „na chłodno” ocenić to na urlopie? Najczęściej niestety nie.

Wszystkie zamieszczone na tej stronie teksty stanowią wyraz moich osobistych opinii oraz poglądów i nie powinny być traktowane jako rekomendacje kupna lub sprzedaży papierów wartościowych. Wszelkiego rodzaju szacunki bazują na ogólnodostępnych informacjach i powinny być traktowane wyłącznie poglądowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

CommentLuv badge