Czy warto kupować akcje spółek z GPW?

WIG20 – w ciągu zaledwie kilku tygodni – dwa razy zdołał obronić psychologiczne wsparcie w okolicach 2.000 punktów. Dodatkowo, ten tydzień zamykał najlepszym wynikiem od ponad dwóch lat. Zakładając, że kluczowy poziom zdoła się „ostać” – a moim zdaniem jest to bardzo prawdopodobne – mamy kolejną dobrą okazję, żeby uzupełnić portfele inwestycyjne.

„Sell in May and go away” (sprzedaj w maju i uciekaj :)), głosi jedno z najpopularniejszych wśród inwestorów i analityków powiedzonek giełdowych. Jego treść odnosi się głównie do statystyk z rynku amerykańskiego, z których wynika, że od maja do października akcje spółek radzą sobie wyraźnie słabiej niż w okresie od października do maja.

Statystycznie to człowiek i pies mają po trzy nogi – sugerują co pewien czas przeciwnicy statystyki. Faktem jest jednak, że w tym roku na krajowej giełdzie sprawdza się ona wręcz idealnie. Od majowego szczytu na wykresie WIG20 do tegorocznych minimów (kilka lub kilkanaście punktów powyżej poziomu 2.000) indeks zjechał o ponad 20 procent. Tak, oddał jedną piątą swojej wartości. Wychodzi na to, że inwestorzy, którzy tym razem zagrali pod tę popularną maksymę zaoszczędzili sporo nerwów i… pieniędzy.

Czy warto kupować akcje? WIG20 znów broni 2.000 punktów

Na początek warto przypomnieć, że poziom 2.000 punktów na wykresie WIG20 to kluczowa linia wsparcia, której sprzedający nie zdołali sforsować od lipca 2009 roku. Aby lepiej zobrazować tę sytuację, można posłużyć się przykładem bazy, którą wojsko opuszcza tylko po to, żeby zaatakować swoich przeciwników. Choć wojsko ma duży problem, aby się od niej bardziej oddalić, to baza ta jest doskonale chroniona. Jej obrona jest tak silna, że przeciwnicy od długiego czasu nie mogą jej sforsować 🙂

Wspomnianą bazą jest właśnie poziom 2.000 punktów na WIG20, wojsko to kupujący, przeciwnicy to sprzedający. Wojsko w ostatnich latach wielokrotnie próbowało atakować i tym samym oddalało się od bazy, jednak najdalej zdołało dotrzeć w okolice 2.900 punktów (w kwietniu 2011 roku). Kilka miesięcy później (we wrześniu 2011 roku) wojsko jednak wróciło, a wręcz uciekło do bazy. W kolejnych latach wielokrotnie przeprowadzało ataki, jednak ani razu nie zdołało dojść już tak daleko.

Co jednak się nie zmieniło to fakt, że jego bezpieczną przystanią w dalszym ciągu była baza. Poza wrześniem 2011 roku, WIG20 w odległości kilku lub kilkunastu punktów od poziomu 2.000 punktów znajdował się jeszcze w maju 2012 roku oraz w sierpniu i październiku 2015 roku. Czasem indeks blue chipów nie cofał się aż tak mocno, ale kiedy już wracał w okolice tego psychologicznego poziomu, spadki hamowały, a dość szybko do gry włączali się kupujący.

Wykres WIG20 w ujęciu tygodniowym

źródło: analitykgranagieldzie.pl wykres: stooq.pl

Dwie dolne poziome linie symbolizują bazę znajdującą się w okolicach 2.000 punktów. Pojedyncza górna linia to miejsce, w które wojsko (kupujący) dotarli najdalej.

Odbicie faktem. Czy warto kupować akcje?

Jeszcze w ubiegłym tygodniu WIG20 znajdował się zaledwie 9 punktów powyżej psychologicznego poziomu 2.000 punktów (czy bazy, jak kto woli :)). W tym jednak bardzo dynamicznie się od niego oddalał. Dynamika tego ruchu była tak mocna, że indeks największych spółek zanotował pięć wzrostowych sesji z rzędu, a łączny wynik to +5,3 procent. Takiego tygodniowego rezultatu nie było od września 2013 roku, kiedy WIG20 w tydzień poszedł w górę o 6,1 procent.

Odbicie indeksu blue chipów w okolicach 2.000 punktów oraz skala i dynamika wzrostów sugerują, że może być to zapowiedź mocniejszego ruchu w górę. Taki sam wniosek płynie także ze statystyki (mimo że te sprawdzają się lepiej na zachodnich giełdach niż na GPW). Z pro-wzrostową formacją mamy do czynienia także na tygodniowym wykresie świecowym. Długa biała świeca całkowicie „pokryła” nie tylko całą poprzednią czarną (stooq domyślnie ma niebieskie :)), ale również ponad połowę poprzedniej spadkowej świecy.

Skoro już jest tak dobrze, to czy można „wrzucić” wszystkie pieniądze na giełdę? Oczywiście, że nie. Takiego działania nie poleciłbym nikomu w żadnym momencie. Systematyczne dokupowanie akcji jest znacznie lepszym rozwiązaniem, bo pozwala uniknąć łapania dołków i „górek” niekoniecznie w takiej konfiguracji, jakiej byśmy sobie życzyli. Poza tym, krajowym czynnikiem ryzyka wciąż pozostaje polityka. Politycy mogą jeszcze namieszać, choć wydaje mi się, że bardziej słowami niż wpływem na realną gospodarkę (takiego scenariusza jednak wykluczyć nie można).

Małe, średnie, czy duże spółki? Na które warto postawić?

Chciałbym zaznaczyć jeszcze jedną sprawę. Mimo że zazwyczaj w pierwszej kolejności spoglądam i analizuję wykres indeksu WIG20 (może z przyzwyczajenia, a może po prostu lepiej go rozumiem), to trafniejszym wyborem w dalszym ciągu wydają mi się akcje spółek średnich i małych. Grupujące je indeksy – mWIG40 i sWIG80 – również mają za sobą znakomity tydzień. Ponadto to właśnie małe i średnie spółki są większym beneficjentem ożywienia w gospodarce. Jeśli dorzucimy do tego mniejszą podatność na populistyczne zapędy polityków, to wybór wydaje się znacznie bardziej oczywisty.

Jeśli spodobał Ci się powyższy artykuł, podziel się swoimi spostrzeżeniami. W komentarzu, na FB, na maila, jak Ci będzie najwygodniej. Jeśli masz inne zdanie, napisz co wpadło Ci do głowy. Jeśli natomiast coś Ci się nie podobało… to zachowaj to dla siebie. Oczywiście żartuję, wal bez przeszkód. Wymiana opinii, a nawet konstruktywna krytyka również jest mile widziana 😉

Wszystkie zamieszczone na tej stronie teksty stanowią wyraz moich osobistych opinii oraz poglądów i nie powinny być traktowane jako rekomendacje kupna lub sprzedaży papierów wartościowych. Wszelkiego rodzaju szacunki bazują na ogólnodostępnych informacjach i powinny być traktowane wyłącznie poglądowo.

2 myśli nt. „Czy warto kupować akcje spółek z GPW?

  1. Rzeczywiście istnieje pokusa, żeby kupować teraz WIG20, tylko spójrzmy na to realistycznie:
    1. KGHM rośnie tylko dlatego, że mamy techniczne odbicie na miedzi, a nie dlatego, że np. poprawiła się koniunktura gospodarcza w Chinach.
    2. Sektor finansowy (banki, PZU) będzie nadal pod presją wprowadzenia jakiejś formy podatku i to niezależnie od tego kto wygra wybory. To odbije się na dywidendach. Już teraz KNF o tym wspomina.
    3. Energetyka: nie widać końca rozwiązania problemów kopalń. Jeżeli zarządy nie będą chciały współpracować i inwestować w górnictwo, będą zmieniane – patrz Tauron. Spółki z akcjonariatem Skarbu Państwa to niepewna przyszłość.

    Jeżeli dodamy do tego fakt, że jednak kiedyś FED podniesie te stopy i kapitał raczej odpłynie z emerging markets po raz kolejny, to wychodzi z tego mało optymistyczny obraz w średnim terminie.
    Krótkoterminowo, owszem jest duże pole do wzrostów, ale umówmy się… spekulacyjnych. Tak to widzę, co nie znaczy, że mam rację;)

  2. Wszystko się zgadza. Część tych argumentów również punktowałem we wcześniejszych wpisach. Prognozując jednak na podstawie analizy technicznej zakładamy, że wykres „wie i uwzględnia” wszystkie znane inwestorom informacje 🙂

    Bardzo podoba mi się też ostatnie zdanie. Na giełdzie niczego nie można być pewnym 😉 Dlatego właśnie najłatwiej prognozuje się „wstecz”, pokazując historyczne wykresy i właśnie dlatego giełda jest tak wciągająca. Dzięki za obszerny komentarz. Pozdrawiam gorąco.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

CommentLuv badge