Ceny akcji spółek z GPW będą rosły?

Czy ceny akcji będą rosły? Czy notowania giełdowe pójdą w górę? Czy jest szansa na wzrosty kursów na GPW? Od kiedy prowadzę bloga, te pytania słyszę/czytam jeszcze częściej niż kiedy pracowałem jako analityk w Money.pl. Niestety, pytający rzadko są usatysfakcjonowani. Często okazuje się bowiem, że tak naprawdę nie chcieli oni poznać opinii dotyczącej rynku. Liczyli po prostu na „pewniaki”.

Z „pewniakami” na giełdzie niestety jest trochę tak, jak z obstawianiem zakładów sportowych. O tym, jakie to były „pewniaki” najczęściej okazuje się dopiero po rozegranym meczu. Bo kto mógł przypuszczać, że Manchester United przegra na własnym stadionie z ligowym średniakiem? Wyłączając nielegalne inwestowanie na podstawie poufnych informacji (które nie trafiły jeszcze na rynek) „pewniaków” nie ma również na giełdzie.

Dlatego właśnie tak istotne jest między innymi kontrolowanie ryzyka utraty znaczącej części kapitału. Nie będę tu jednak cytował książek, czy definicji. „Trafienie” z momentem kupna akcji, czy innego instrumentu finansowego to tylko jeden z elementów całej układanki. Cały czas trafiać się niestety nie da, a skuteczne inwestowanie moim zdaniem polega na tym, żeby więcej zarabiać, kiedy się „trafia” niż tracić, kiedy się nie trafia 🙂

Wracając jednak do tematu, przed kilkoma dniami znajomy zapytał mnie o to, czy ceny akcji spółek z GPW będą rosły i czy warto obecnie zainwestować pieniądze na giełdzie. Oberwało mi się też, że w ostatnim czasie nie opublikowałem nic w tym temacie na blogu. Otóż moja odpowiedź jest taka, jak zwykle – zainwestować zawsze warto, tylko pilnować sytuacji obecnie trzeba nieco bardziej niż zwykle 🙂 A czy ceny akcji spółek z GPW nie będą jeszcze niżej? Przyznaję się… na to pytanie odpowiedzieć nie umiem.

Ok, w opublikowanym w styczniu materiale „Odbicie na GPW? Jest kolejna szansa na wzrosty” wstrzeliłem się w dołek na krajowym indeksie WIG i niewiele zabrakło, abym  upolował minimum również na amerykańskim S&P500. Kilka miesięcy wcześniej spodziewałem się natomiast odbicia na WIG20 w okolicach poziomu 2.000 punktów. Cóż… wszyscy którzy obserwują notowania na GPW doskonale wiedzą, że tamtejsza prognoza się nie sprawdziła 🙂

Bo cóż z tego, że mamy najniższe stopy procentowe w historii, że polska gospodarka kręci się w całkiem niezłym tempie, że rośnie i najpewniej będzie rosło zatrudnienie i pensje, że nieźle kształtują się nastroje wśród małych i średnich firm, jeśli mamy też polityków, którzy swoimi planami lub nawet jednym nie do końca przemyślanym zdaniem potrafią potrząsnąć notowaniami wielu giełdowych spółek, a do tego dochodzi niepewna sytuacja gospodarcza na świecie (między innymi w Chinach)?

Właśnie z tego powodu w listopadzie napisałem, że kiedy „WIG20 na chwilę zagościł poniżej linii 2.000 punktów i był najniżej od lipca 2009 roku, w głowie zapaliła mi się pierwsza lampka ostrzegawcza. Później, choć indeks szybko znalazł się nad tą psychologiczną barierą, lampka ta już nie zgasła„. Napisałem wówczas też, że mój „umiarkowany optymizm zamienił się na ostrożny realizm„.

To podejście zresztą do dzisiaj nie uległo zmianie. Podsumowując… z jednej strony wierzę, że dalsze wzrosty na GPW wciąż są możliwe i dlatego swojego prywatnego portfela inwestycyjnego dotąd nie „wyczyściłem” z akcji giełdowych spółek. Z drugiej jednak, zdaję sobie sprawę, że obecnie niczego wykluczyć nie sposób i dlatego jestem przygotowany na każdą ewentualność.

Tym bardziej, że jak donosi Puls Biznesu, w tekście pod tytułem „Inwestorom zapaliła się czerwona lampka„, spośród wszystkich krajów naszego regionu tylko Polska straciła w oczach firm zagranicznych. Gdzie „oberwało się” nam najmocniej? W temacie „stabilności politycznej i społecznej„. Warto też odnotować ostatnie miejsce w kategorii „przewidywalność polityki gospodarczej”. Nie sądzę, że inwestorzy kapitałowi zdecydowanie inaczej postrzegają sytuację.

Otwarte Fundusze Emerytalne coraz chętniej inwestują pieniądze na przyszłe emerytury za granicą, inwestorzy zagraniczni na Polskę patrzą coraz ostrożniej i z pewną nieufnością, a inwestorzy indywidualni (którym ostatnio z akcjami trochę nie po drodze) przychodzą na giełdę dopiero po mocnych zwyżkach, kiedy ceny akcji od pewnego czasu już  rosną. Kto więc zrobi ten pierwszy krok? Wychodzi na to, że aby na dłużej ustabilizować sytuację muszą zrobić go rządzący politycy. Słowa nie wystarczą, potrzebny jest gest 🙂

Wszystkie zamieszczone na tej stronie teksty stanowią wyraz moich osobistych opinii oraz poglądów i nie powinny być traktowane jako rekomendacje kupna lub sprzedaży papierów wartościowych. Wszelkiego rodzaju szacunki bazują na ogólnodostępnych informacjach i powinny być traktowane wyłącznie poglądowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

CommentLuv badge