Akcje Aplisens zamarły dawno temu. Czy to źle?

Akcje Aplisens nie są przedmiotem szczególnego zainteresowania graczy handlujących na GPW. Piszę o nich dlatego, że pierwszy raz od bardzo dawna zapomniałem o wynikach spółki, której papiery posiadam w prywatnym portfelu inwestycyjnym 🙂 Na szczęście… nic się nie stało.

Akcje Aplisens kupiłem pod koniec 2014 roku. Mimo że w grę wchodzi relatywnie niewielki „pakiecik”, stanowiący aktualnie niespełna 5 procent mojego portfela akcyjnego (wcześniej był większy), to kupowałem je na tury – w październiku i listopadzie 2014.

Główny minus – bardzo małe obroty. Dwa, czy trzy tysiące złotych dziennego obrotu? I tak nieźle. Zdarzają się dni, kiedy właściciela zmieniają dwie akcje spółki. To nie ułatwia ich kupna i sprzedaży.

Na tury akcje Aplisens kupowałem jednak nie z powodu niskich obrotów. Oczywiście chciałem kupić więcej niż dwie sztuki, ale nie aż tak dużo, żeby czekać miesiąc na realizację transakcji 🙂 Po prostu ustawiłem zlecenie z relatywnie niską ceną i wyczekiwałem.


Akcje Aplisens wziąłem obecnie na celownik, ponieważ bardzo dawno nie zdarzyła mi się sytuacja, kiedy od samego rana hurtem „lecą” informacje dotyczące firmy z mojego portfela, a nawet nie zdawałem sobie sprawy, że tego dnia publikuje ona wyniki 🙂

Na plus – niezłe wyniki finansowe. Przychody ze sprzedaży po trzech kwartałach wzrosły z 65,4 do 72,5 miliona złotych (+11%), a zysk netto z 10,4 do 11,7 mln złotych (+12,5%). Co mi się osobiście podoba to przekraczająca 16% rentowność sprzedaży na poziomie netto.

Warto tutaj dodać, że sprzedaż rośnie poza granicami kraju, w tym najszybciej na rynku WNP, a spada na rynku krajowym. Według prezesa spółki, taka sytuacja raczej się nie zmieni. Aplisens spodziewa się dalszego wzrostu sprzedaży na rynkach zagranicznych i jej spadku na krajowym podwórku.


Kolejna sprawa to skup akcji Aplisens. Spółka ogłosiła ofertę zakupu do 845 470 akcji własnych, dających prawo do 6,4 procent ogólnej liczby głosów. Oferuje 12,45 zł za papier. Wychodzi na to, że planuje na ten cel przeznaczyć nawet 10,5 miliona złotych.

Cena jest tylko minimalnie wyższa od rynkowej, więc sama w sobie nie stanowi jakiejś świetnej okazji do „wyjścia z inwestycji”. Część inwestorów przekonać mogą natomiast niskie dzienne obroty akcjami spółki. Po prostu pojawi się możliwość łatwiejszego upłynnienia posiadanego pakietu akcji.


Muszę się przyznać, że akcje spółki kupowałem między innymi dlatego, że spodobała mi się jej działalność. Aplisens jest producentem i dostawcą rozwiązań w zakresie aparatury kontrolno-pomiarowej i automatyki dla różnych gałęzi przemysłu.

Nie jestem tu ekspertem, po prostu spodobało mi się, że jest to „biznes z krwi i kości”. Są produkty, które zaspokajają konkretne potrzeby w przemyśle, jest sprzedaż, jest fajna rentowność – tak to wszystko widziałem około dwa lata temu.

Widziałem wówczas również rekomendację analityków z wyceną 18,20 złotego za akcję, która była bardzo zbliżona do moich ówczesnych poglądów. Niestety, kurs ani razu nawet nie zbliżył się do wspomnianej ceny docelowej 🙂


Akcje Aplisens praktycznie stoją w miejscu. Papiery spółki kupowałem (pod koniec 2014 roku) po średniej cenie 12,30 złotego. To oznacza, że płaciłem za nie dokładnie tyle, ile trzeba było zapłacić za jedną akcję spółki na zamknięciu poniedziałkowej sesji.

Choć od tego czasu minęły dwa burzliwe lata na GPW, w najgorszym momencie na akcjach spółki traciłem 6,5%. W najlepszym zyskiwałem natomiast około 15%. Napisałbym, że obecnie jestem na „równe zero”, ale byłaby to nieprawda, ponieważ w międzyczasie dwukrotnie zgarnąłem około 2-procentową dywidendę.

Długo zastanawiałem się, jakim kolorem zaznaczyć ten fragment tekstu. Jeśli głównym celem miałaby być maksymalizacja zysku, to zasadny byłby czerwony. Jeśli ochrona kapitału, to przytoczone parametry sprawiłyby, że temu argumentowi bezapelacyjnie „należałby się” kolor zielony.


Dlatego właśnie uważam, że decyzje inwestycyjne – takie jak wybór spółek, czy ich procentowy udział w portfelu – każdy powinien podejmować sam. Tam, gdzie jeden inwestor widzi porażkę, inny może dostrzec sukces. Dodam tylko, że od początku grudnia 2014 roku do wczorajszego zamknięcia indeksy WIG i WIG20 straciły odpowiednio 10 i  27 procent 🙂

Polecam także lekturę…

Wszystkie zamieszczone na tej stronie teksty stanowią wyraz moich osobistych opinii oraz poglądów i nie powinny być traktowane jako rekomendacje kupna lub sprzedaży papierów wartościowych. Wszelkiego rodzaju szacunki bazują na ogólnodostępnych informacjach i powinny być traktowane wyłącznie poglądowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

CommentLuv badge